23 grudnia 2016

spadłam na skrzydłach postanowień

Moja waga wykazuje 60 kilo, patrze na nią i płacze. Jestem zła na znajomych którzy wyciągali mnie na jedzenie w mieście i rodzine, która pochwalała mój wilczy apetyt, ale najbardziej z tego wszystkiego nienawidzę siebie, bo przeciez zawsze mogłam powiedzieć NIE ale tego nie zrobiłam.Przed chwilą wypiłam szklanke miryndy i powiedzialam stop. Dziś żadnego jedzenia do 18. Pózniej zrobie sobie jakąś wegańską kolacje, obejrze gre o tron i pójdę spać z pięknym bilansem.

Dziś będzie pierwszy raz od dwóch tygodni gdy wezmę psychotropy. Jestem ciekawa jak mój organizm na nie zaareaguje. W sumie polubiłam te uczucie kiedy się rozpadam. Kiedy jest mnie coraz mniej i to niekoniecznie w motylkowym znaczeniu, ale to jeszcze nie czas zeby umierać.

Wytrwałości kochane, bo jest nam strasznie potrzebna

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz